Pokazywanie postów oznaczonych etykietą progressive hardcore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą progressive hardcore. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 maja 2010

Fucked Up - The Chemistry Of Common Life (2008)



tam gdzie hipsterzy w obcisłych rurkach spotykają się z hardcore kidami w modnych vansach, jest fucked up. dla tych co lubią bad brains i dla tych co lubią animal collective. do tego całość zalatuje kosmosem w hawkwindowym stylu. nie dość że ciekawe i nietypowe, to jeszcze zajebiście się tego słucha.
pitchfork i punknews sądzą podobnie, kto się oprze takiemu zmasowanemu hajpowi, a?
mediafire

środa, 24 lutego 2010

Blacklisted - Eccentrichine (2010)



kurwa. jeszcze nie przestałem się jarać ich miodnym longplejem (sprawdź wcześniejsze posty), a te wariaty już raczą mnie suplementem w postaci malutkiego EP z 4 kawałkami, które jest idealnym uzupełnieniem do "no one deserves to be here...". wszystkiego niby trochę za mało, ale za to jak kuresko skondensowane i satysfakcjonujące. 2 nowe kawałki + elektryczna wersja P.I.G z "no one deserves..." oraz akustyczna wersja "wish" z "heavier than heaven lonelier than god". po tej epce mogę powiedzieć z całą pewnością że blacklisted wyrwało się już na dobre z hardkorowego podwórka i wyszło rozrabiać na miasto. boję się tylko, że utrzymując takie zawrotne tempo progresu, za 2-3 lata będą nagrywać 30 minutowe operetki rozpisane na 5 par skrzypiec, wiolanczelę, flety, puzony i bębny afrykańskie. na razie jest naprawdę zajebiście, tony świeżego powietrza do zatęchłego i wtórnego "nowoczesnego hardkoru", neurotyczna atmosfera z "no one deserves to be here..." podtrzymana, a tytułowy wałek pałęta mi się po głowie od rana do wieczora.

ECCENTRICHINE

sobota, 20 lutego 2010

Blacklisted - No One Deserves To Be Here More Than Me (2009)




blacklisted udowadnia że dzisiejszy hardkor to nie tylko modne vansy, ćwiczone przed lustrem układy moshowe, bandany z czaszkami i XbreakdownyX. kolejne longpleje są lepsze od poprzednich, chopaki się rozkręcają i ich ostatni LP już trudno nawet podpiąć pod hardcore. nie ma tu miejsca na posi jumpy i singalongowanie jest za to mrok, karaluchy na ścianach i brudny prysznic w obskurnym, pustym mieszkaniu. teksty rozpierdalają na kawałki, gitarowe wizgi chwytają za dupę, są naprawdę dobre przerywniki a wszystko razem spuszcza ostry łomot. najlepsze jest to, że płyta jest kompletna i niczego jej nie brakuje. łapię się na tym, że nie mogę przesłuchać tylko jednego kawałka, bo ani się obejrzę a już lecę po całości. warto warto warto warto.

bij głową w ścianę