boris - sludgestoner rock/drone/experimental chujwieco.wałek rozpędza się od 0-100 km/h w 2,5 sekundy. później jest coraz goręcej. ZRESZTĄ CO JA BĘDĘ PIERDOLIŁ KAWAŁEK JEST NAJLEPSZY NA ŚWIECIE I KONIEC. a no i zapomniałem powiedzieć że japoński wokal (:
wpadłem na pomysł, żeby wysyłać na divshare pojedyncze utwory, które najbardziej wpadły mi w ucho i chciałbym się nimi z wami podzielić. wysyłanie całych albumów jest dosyć męczące i nie chce mi się tego robić już tak często. poza tym, myślę że lepiej dla czytelników jest przesłuchać jakiś kawałek za pomocą jednego kliknięcia i później ewentualnie poszukać w necie lub kupić w sklepie, całej płyty/dyskografii zespołu który się spodoba. rączki każdy ma, więc na pewno dacie sobie radę :*. blog zmienia się więc powoli w system rekomendacji muzycznych, i nie będzie już raczej pełnił funkcji bazy z muzyką (no może czasem w przypadku zespołów trudnych do znalezienia w necie). chyba dobry pomysł, c'nie?
no to jazda z pierwszym utworem. HEALTH to zespół experymentalno-noisowo-rockowy prosto z los angeles, nie jest zbyt obskurny, reklamowany szeroko przez piczforka ma już w sumie sporą grupę słuchaczy (patrząc po last.fm). przyznam się bez bicia że trafiłem na ten zespół kompletnie przez przypadek. przeglądałem nadchodzące wydarzenia muzyczne w warszawie, wpadł mi w oczy HEALTH, który ma grać w CBA bodajże 7 lipca i bez chwili zastanowienia ściągnąłem całą ich dyskografię. totalne zaskoczenie. spodziewałem się jakiegoś badziewiarskiego indie/lo-fi chuj wie co, albo totalnie nienadającego się do słuchania harsh noise'u dla elitarnych słuchaczy, a tutaj taki zonk. o oryginalnym brzmieniu tego zespołu decyduje używanie przez jego członków zoothornów (jakieś tam sprzężenie mikrofonu z pedałem gitary), oraz strasznie połamana perkusja (nie słychać tego w kawałku który wam prezentuję). całość ma strasznie brutalnego kopa, przeplatającego się z monotonnym wokalem i czasem melodią. HEALTH ma przemyślane struktury piosenek (na szczęście), więc nie jesteśmy męczeni jakimiś ścianami dźwięku a w ich muzyce brak jest tak irytującej przypadkowości, która w większości kiepskich noise'owych zespołów jest standardem. pierdolnięcie jakie fundują nam zoothorny w kawałku die slow jest po prostu nie do opisania, ciarki przechodzą po plecach suty twardnieją. kawałek którego można słuchać non stop.
tam gdzie hipsterzy w obcisłych rurkach spotykają się z hardcore kidami w modnych vansach, jest fucked up. dla tych co lubią bad brains i dla tych co lubią animal collective. do tego całość zalatuje kosmosem w hawkwindowym stylu. nie dość że ciekawe i nietypowe, to jeszcze zajebiście się tego słucha. pitchfork i punknews sądzą podobnie, kto się oprze takiemu zmasowanemu hajpowi, a? mediafire
siemka po przerwie, czytelnicy! chujowa coś pogoda za oknem więc muzycznie także będzie chujowo! oxbow to dinozaury sceny experymentalno-noiseowej. lata stażu w tych klimatach, czarny satanista-hipster-bodybuilder na wokalu plus ździebko psychodelii gitarowo garażowo rockowej. zespół można powiedzieć legendarny, ale mocno niedoceniany. no ale jak dzisiejsza młodzież jara się przez całe życie majkiem pattonem i uznaje go za muzyczną pytię to nie ma zdziwka. w dobie schujowacenia i bezhołowia pamiętajcie że ten blog jest przesycony alternatywnym przesłaniem a nad nim unosi się duch undergroundu. pamiętajcie, ilekroć poczujecie się zmęczeni syfem, falsyfikatami i nędznymi namiastkami, które serwuje wam dzisiejsza kultura, możecie odwiedzić tą oazę i zaczerpnąć z jej krystalicznie czystego źródła zajebistej muzyki. miłego słuchania. mediafire