
blacklisted udowadnia że dzisiejszy hardkor to nie tylko modne vansy, ćwiczone przed lustrem układy moshowe, bandany z czaszkami i XbreakdownyX. kolejne longpleje są lepsze od poprzednich, chopaki się rozkręcają i ich ostatni LP już trudno nawet podpiąć pod hardcore. nie ma tu miejsca na posi jumpy i singalongowanie jest za to mrok, karaluchy na ścianach i brudny prysznic w obskurnym, pustym mieszkaniu. teksty rozpierdalają na kawałki, gitarowe wizgi chwytają za dupę, są naprawdę dobre przerywniki a wszystko razem spuszcza ostry łomot. najlepsze jest to, że płyta jest kompletna i niczego jej nie brakuje. łapię się na tym, że nie mogę przesłuchać tylko jednego kawałka, bo ani się obejrzę a już lecę po całości. warto warto warto warto.
bij głową w ścianę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz