czwartek, 29 kwietnia 2010

A.N.S. - Let Them Eat Wood Discography (2005-2007)



black flag dzisiejszych czasów. strasznie dobry zespół, słychać że potrafią grać. gitarzysta rzępoli jak greg ginn za swoich najlepszych lat, za to wokal to mógłbym przysiąc - jeszcze bardziej wkurwiony henry rollins. nie jest to jednak plagiat, bo goście z a.n.s. dodali od siebie nieco szybkości i thrashowego klimatu. z kolei tępa sieka też to nie jest. na let them eat wood, uświadczysz także surfowo-instrumentalnych utworów, solówek, zmian tempa i różnych innych umilaczy, więc nie tyko fast forward, ale także thinking! (bez przesady oczywiście). na nudy nie można narzekać, całą dyskografię słucham czasem od deski do deski, bez ziewania i gapienia się w sufit. a jest tego 31 kawałków średnio po 2 minuty (wat 2 minuty w tym gatunku sic!). zamiast łazić po innych blogach i szukać coraz to modniejszych zespołów hace, daj szansę a.n.s. dobremu rozpierdolowi w starym stylu.

mediafire

środa, 28 kwietnia 2010

Cut the Shit - Harmed And Dangerous (2003)



thrashcore jak ta lala. gwiazdorska ekipa, i klimaty późnych lat 90, czyli bones brigade, deski, przedmieścia i bandany. zajebiste kompozycje kawałków, energia i ostry wkurw. w niewiele ponad dziesięciu minutach upchnęli chopacy 18 utworów. nie ma czasu na nudy.

skrzywdzony i niebezpieczny LP

wtorek, 27 kwietnia 2010

Oxbow - The Narcotic Story (2007)



siemka po przerwie, czytelnicy! chujowa coś pogoda za oknem więc muzycznie także będzie chujowo! oxbow to dinozaury sceny experymentalno-noiseowej. lata stażu w tych klimatach, czarny satanista-hipster-bodybuilder na wokalu plus ździebko psychodelii gitarowo garażowo rockowej. zespół można powiedzieć legendarny, ale mocno niedoceniany. no ale jak dzisiejsza młodzież jara się przez całe życie majkiem pattonem i uznaje go za muzyczną pytię to nie ma zdziwka. w dobie schujowacenia i bezhołowia pamiętajcie że ten blog jest przesycony alternatywnym przesłaniem a nad nim unosi się duch undergroundu. pamiętajcie, ilekroć poczujecie się zmęczeni syfem, falsyfikatami i nędznymi namiastkami, które serwuje wam dzisiejsza kultura, możecie odwiedzić tą oazę i zaczerpnąć z jej krystalicznie czystego źródła zajebistej muzyki. miłego słuchania.

mediafire

wtorek, 13 kwietnia 2010

Paul Baribeau - Self Titled (2005)



ten koleś kiedyś był pankiem. gdy się zestarzał, zapuścił brodę, dopadła go chandra i śpiewał o młodości, dziewczynach i samotności. teraz nie wiem co robi. z tego co się zorientowałem tak kończy większość panków.

mediafire

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Jesu - Conqueror (2007)



justin broadrick powraca na bloga. conqueror to zajebisty montaż dudniących, ciężkich, dronowo-doomowych riffów z leciutkimi i wpadającymi w ucho melodiami, wypływającymi na wierzch jak oka w rosole. album nieco bardziej optymistyczny i "jaśniejszy" od "silver" i "heartache." porzucenie mroku i depresji na rzecz melancholii i delikatnego optymizmu wyszło temu projektowi na dobre. strasznie zajebista rzecz, niektórych może nudzić, ale jak dla mnie - miód na uszy.

mediafire

poniedziałek, 29 marca 2010

Texas Is The Reason - Self Titled EP (1995)



praca + wiosna = mniej postów, ale dzisiaj nie poszedłem więc trochę zaległości postaram się nadrobić. texas is the reason to emo/ post-hardcore z lat 90. jak to zwykle bywa w przypadku takich band, rozpadli się po zaledwie 4 latach, nagrywając tylko jeden album i jedną epkę. nie smęcą, grają trochę mocniej niż inne podobne im zespoły i bardzo dobrze. legenda gatunku.

mediafire

czwartek, 25 marca 2010

Beach Fossils



tylko 3 piosenki które znalazłem na necie. mega nostalgiczno-smutno-słoneczny lo-fi surf-punk/shoegaze z sekcją rytmiczną przypominającą trochę joy division. trzeba tego posłuchać te utwory po prostu rozjebują na kawałki. jak znajdę ich LP to na pewno wrzucę na blogaska. tymczasem słuchać tego co jest i jarać się.

mediafire

poniedziałek, 22 marca 2010

Down - NOLA (1995)



uber mega super duper hit z przeszłości. są takie momenty, kiedy absolutnie niczego nie chce mi się słuchać, czy to nowości, czy wypróbowanych osobistych hiciorów czy też experymentalnych podniet. po prostu muzyka jak każda inna rozrywka zaczyna mnie nudzić. wyłączam wtedy foobara i na siłę próbuję wynaleźć sobie jakiekolwiek inne zajęcie, a że nie mam żadnych zainteresowań ani hobby, (kurwa samo słowo hobby mnie irytuje) to zmuszony jestem do gapienia się w tv albo innych tego typu bzdur. jakieś pół godziny temu ten moment właśnie nadszedł i już prawie poszedłbym spać, gdy nagle przypomniało mi się o downie. zdesperowany pogrzebałem w kompie, znalazłem "NOLA", odpaliłem i...okazało się że ta płyta łapie za dupę równie mocno jak kilka lat temu. są tu southern/stoner rockowe riffy, jest melodia, jest pierdolnięcie, jest surowość, jest zajebisty wokal. jaram się jak za czasów wczesnego liceum. prawdziwy kop w twarz z nowego orleanu od phila anselmo (ex-pantera) i kirka windsteina (crowbar). muzyka tylko dla zajebistych ludzi. nie nudzi się nigdy.

mediafire

Monikers - Wake Up (2008)



wiosna punk.

mediafire

sobota, 20 marca 2010

Planes Mistaken For Stars - Self Titled (1999)



samoloty nisko latają, idzie wiosna yo. post-hardcore brzmi jak post-hardcore. niby oczywiste, a jednak dzisiaj ciężko już o taki zespół.

mediafire