
justin broadrick powraca na bloga. conqueror to zajebisty montaż dudniących, ciężkich, dronowo-doomowych riffów z leciutkimi i wpadającymi w ucho melodiami, wypływającymi na wierzch jak oka w rosole. album nieco bardziej optymistyczny i "jaśniejszy" od "silver" i "heartache." porzucenie mroku i depresji na rzecz melancholii i delikatnego optymizmu wyszło temu projektowi na dobre. strasznie zajebista rzecz, niektórych może nudzić, ale jak dla mnie - miód na uszy.
mediafire
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz