środa, 5 maja 2010

Cursed - I (2003)




hardcore/sludge/crust z chrisem colohanem na wokalu. jak wiadomo colohan to pierwsza liga i nie podpisuje się pod byle czym (left for dead, the swarm). jedna z najcięższych band jakie wrzuciłem kiedykolwiek na tego bloga. miażdżenie wora gwarantowane.

mediafire

wtorek, 4 maja 2010

Ceremony - Rohnert Park EP: Sick (2010)



Sick of drying up in the sun
Sick of this island
Sick of fun
Sick of being sober
Sick of starting over
Sick of Black Flag
Sick of Cro-Mags.

Sick of living
Sick of people dying
Sick of the buying
Sick of trying
Sick of television
Sick of telephones
Sick of homophobes
Sick of condos.

Sick of the GOP
Sick of liberals
Sick of me
Sick of Obama
Sick of head trauma
So very tired of feeling sick.

Sick of living in America
Sick of mass hysteria
Sick of realism
Sick of Buddhism
Sick of long boards
Sick of hardcore
Sick of Baptists
Sick of atheists
Sick of police
Sick of yuppies
Sick of paying rent
Sick of being bent
Sick of hearing lies
Sick of mankind.


mediafire

poniedziałek, 3 maja 2010

Punch



wściekły hardcore z damskim wokalem (!) prosto z 625 thrashcore records, znaczy nie w kij dmuchał. baba przy mikrofonie jest naprawdę wkurwiona.

eyeless EP | self titled LP

sobota, 1 maja 2010

Das Oath -Self Titled LP (2004)



najbardziej przebojowy projekt poboczny marka mccoya. lepsze niż charles bronson, bardziej na luzie, szybciej, ciekawiej i bardziej hitowo. motorhead fastkoru.

mediafire

czwartek, 29 kwietnia 2010

A.N.S. - Let Them Eat Wood Discography (2005-2007)



black flag dzisiejszych czasów. strasznie dobry zespół, słychać że potrafią grać. gitarzysta rzępoli jak greg ginn za swoich najlepszych lat, za to wokal to mógłbym przysiąc - jeszcze bardziej wkurwiony henry rollins. nie jest to jednak plagiat, bo goście z a.n.s. dodali od siebie nieco szybkości i thrashowego klimatu. z kolei tępa sieka też to nie jest. na let them eat wood, uświadczysz także surfowo-instrumentalnych utworów, solówek, zmian tempa i różnych innych umilaczy, więc nie tyko fast forward, ale także thinking! (bez przesady oczywiście). na nudy nie można narzekać, całą dyskografię słucham czasem od deski do deski, bez ziewania i gapienia się w sufit. a jest tego 31 kawałków średnio po 2 minuty (wat 2 minuty w tym gatunku sic!). zamiast łazić po innych blogach i szukać coraz to modniejszych zespołów hace, daj szansę a.n.s. dobremu rozpierdolowi w starym stylu.

mediafire

środa, 28 kwietnia 2010

Cut the Shit - Harmed And Dangerous (2003)



thrashcore jak ta lala. gwiazdorska ekipa, i klimaty późnych lat 90, czyli bones brigade, deski, przedmieścia i bandany. zajebiste kompozycje kawałków, energia i ostry wkurw. w niewiele ponad dziesięciu minutach upchnęli chopacy 18 utworów. nie ma czasu na nudy.

skrzywdzony i niebezpieczny LP

wtorek, 27 kwietnia 2010

Oxbow - The Narcotic Story (2007)



siemka po przerwie, czytelnicy! chujowa coś pogoda za oknem więc muzycznie także będzie chujowo! oxbow to dinozaury sceny experymentalno-noiseowej. lata stażu w tych klimatach, czarny satanista-hipster-bodybuilder na wokalu plus ździebko psychodelii gitarowo garażowo rockowej. zespół można powiedzieć legendarny, ale mocno niedoceniany. no ale jak dzisiejsza młodzież jara się przez całe życie majkiem pattonem i uznaje go za muzyczną pytię to nie ma zdziwka. w dobie schujowacenia i bezhołowia pamiętajcie że ten blog jest przesycony alternatywnym przesłaniem a nad nim unosi się duch undergroundu. pamiętajcie, ilekroć poczujecie się zmęczeni syfem, falsyfikatami i nędznymi namiastkami, które serwuje wam dzisiejsza kultura, możecie odwiedzić tą oazę i zaczerpnąć z jej krystalicznie czystego źródła zajebistej muzyki. miłego słuchania.

mediafire

wtorek, 13 kwietnia 2010

Paul Baribeau - Self Titled (2005)



ten koleś kiedyś był pankiem. gdy się zestarzał, zapuścił brodę, dopadła go chandra i śpiewał o młodości, dziewczynach i samotności. teraz nie wiem co robi. z tego co się zorientowałem tak kończy większość panków.

mediafire

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Jesu - Conqueror (2007)



justin broadrick powraca na bloga. conqueror to zajebisty montaż dudniących, ciężkich, dronowo-doomowych riffów z leciutkimi i wpadającymi w ucho melodiami, wypływającymi na wierzch jak oka w rosole. album nieco bardziej optymistyczny i "jaśniejszy" od "silver" i "heartache." porzucenie mroku i depresji na rzecz melancholii i delikatnego optymizmu wyszło temu projektowi na dobre. strasznie zajebista rzecz, niektórych może nudzić, ale jak dla mnie - miód na uszy.

mediafire