poniedziałek, 22 marca 2010

Down - NOLA (1995)



uber mega super duper hit z przeszłości. są takie momenty, kiedy absolutnie niczego nie chce mi się słuchać, czy to nowości, czy wypróbowanych osobistych hiciorów czy też experymentalnych podniet. po prostu muzyka jak każda inna rozrywka zaczyna mnie nudzić. wyłączam wtedy foobara i na siłę próbuję wynaleźć sobie jakiekolwiek inne zajęcie, a że nie mam żadnych zainteresowań ani hobby, (kurwa samo słowo hobby mnie irytuje) to zmuszony jestem do gapienia się w tv albo innych tego typu bzdur. jakieś pół godziny temu ten moment właśnie nadszedł i już prawie poszedłbym spać, gdy nagle przypomniało mi się o downie. zdesperowany pogrzebałem w kompie, znalazłem "NOLA", odpaliłem i...okazało się że ta płyta łapie za dupę równie mocno jak kilka lat temu. są tu southern/stoner rockowe riffy, jest melodia, jest pierdolnięcie, jest surowość, jest zajebisty wokal. jaram się jak za czasów wczesnego liceum. prawdziwy kop w twarz z nowego orleanu od phila anselmo (ex-pantera) i kirka windsteina (crowbar). muzyka tylko dla zajebistych ludzi. nie nudzi się nigdy.

mediafire

4 komentarze:

  1. miałeś kiedyś hobby - trolling. zdradziłeś ideały, psie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie, nie bede sie wdawał w słowne bujki

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha, ty wiotki leszczu

    OdpowiedzUsuń